Leżał i czekał, aż ktoś w końcu go zauważy

Leżał na zimnym kamieniu tak nieruchomo, że można było odnieść wrażenie, iż czas omija to miejsce, jakby nie chciał dotykać istoty, która zbyt długo trwała pomiędzy „jeszcze żyje” a „już odchodzi”. Kamień był lodowaty, powietrze puste, a cisza tak gęsta, że zdawała się przygniatać wszystko wokół, nie zostawiając ani kierunku, ani odpowiedzi.

W jego ciele nie było już siły, ale pozostało coś ważniejszego — wytrwanie. Nie nadzieja, lecz cierpliwość, która rodzi się z ogromnego zmęczenia, kiedy nie oczekuje się już cudu, a mimo to nie potrafi się odejść, bo nie wie się, jak przestać istnieć.

Oddychał powoli, jakby liczył każdy oddech, bojąc się zmarnować choćby jeden. Oczy miał przymknięte, lecz wciąż patrzyły na świat, który toczył się obok, nie zdając sobie sprawy, że tuż obok ktoś w ciszy prosi nie o jedzenie i nie o ciepło, ale po prostu o szansę.

— Boże… jeśli jeszcze patrzysz…
— nie pozwól mi zniknąć po cichu…

Te słowa nie padały na głos, ale żyły w nim jak szept, jak ostatnia nić łącząca go z tym, co kiedyś nazywało się wiarą. Nie prosił o wiele. Chciał tylko, by ktoś go zauważył.

Kiedyś potrafił się cieszyć. Kiedyś świat był prostszy i cieplejszy. W jego pamięci wciąż istniał obraz podwórka, zapach trawy po deszczu, ludzkie dłonie, które głaskały, a nie odpychały. Pamiętał bieganie bez lęku, bo wiedział, że jest dokąd wracać.

Aż któregoś dnia nie było już dokąd.

Brama zamknęła się za nim, a świat nagle stał się inny — głośniejszy, twardszy, obojętny. Długo nie rozumiał, co się stało, czekał, szukał znajomych głosów, leżał pod drzwiami, które nigdy więcej się nie otworzyły. Nadzieja nie zniknęła od razu, topniała powoli, dzień po dniu, aż stała się przyzwyczajeniem do tego, że nie należy niczego oczekiwać.

Ulica nauczyła go milczenia. Nieufności. Unikania spojrzeń. Nauczyła go przetrwania tam, gdzie przetrwają tylko nieliczni. Ale nawet ona nie przygotowała go na moment, w którym ciało przestało być wsparciem, a siły zaczęły znikać szybciej, niż zdążył się z tym pogodzić.

Mimo wszystko trwał. Nie dlatego, że wierzył w lepsze jutro, lecz dlatego, że w środku pozostało coś upartego, co nie pozwalało po prostu odejść.

Tego dnia nie czekał już na nikogo. Kamień był zimny, dzień blady, a życie wydawało się bardzo dalekie. I wtedy kroki się zatrzymały. Nie minęły go. Zatrzymały się obok.

Kobieta patrzyła na niego długo, jakby bała się pomylić. Jej twarz była napięta, a w oczach nie było strachu ani obojętności, lecz coś znacznie ważniejszego.

— Ty żyjesz… — powiedziała cicho.

Nie miał siły odpowiedzieć, ale jego spojrzenie go zdradziło. Przykucnęła obok i w tej chwili po raz pierwszy od bardzo dawna poczuł, że nie ma tu zagrożenia.

— Jak to możliwe… — wyszeptała. — Jak nikt cię nie zauważył…

Telefon w jej dłoni drżał razem z głosem.

— Proszę… tu jest pies… jest bardzo słaby… potrzebujemy pomocy…

Nie rozumiał słów, ale rozumiał ton. I to wystarczyło.

Podniesiono go ostrożnie, jakby był czymś kruchym i ważnym. Nowe zapachy nie przerażały. Niosły zmianę.

— Jesteśmy z tobą — powiedział ktoś spokojnie. — Wytrzymaj.

W ciepłym pomieszczeniu czas jakby zwolnił. Ludzie mówili ciszej, poruszali się uważnie, a w ich spojrzeniach nie było litości, lecz chęć pomocy.

— Stan jest ciężki — powiedział jeden głos.
— Ale on walczy — odpowiedział drugi.

Przychodziła codziennie. Siadała obok. Mówiła do niego, nawet gdy spał.

— Nie jesteś sam.
— Jestem tutaj.
— Damy radę.

Z każdym dniem świat stawał się odrobinę łagodniejszy. Jedzenie nie znikało. Ciepło zostawało. Ręce nie sprawiały bólu. Uczył się ufać powoli, ale szczerze, jakby otwierał serce po bardzo długiej zimie.

Kiedy powiedziała:

— Jedziemy do domu.

Nie wiedział, czym jest „dom”, ale serce zareagowało szybciej niż rozum.

Teraz ma ciszę bez strachu. Ma ciepło, które nie znika. Ma człowieka, który pewnego dnia się zatrzymał i nie przeszedł obojętnie.

A kiedy nocą zasypia, słyszy znajomy szept:

— Już dobrze.
— Jesteś w domu.

Оцените статью
Добавить комментарии

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

Leżał i czekał, aż ktoś w końcu go zauważy
Она лежала и ждала, когда кто-нибудь заметит