Cisza, w której mieszka czekanie

Filifionka mieszka w schronisku już dwa lata i te dwa lata stały się dla niej całym życiem, znacznie dłuższym i głębszym niż wszystko, co było wcześniej, bo jej przeszłość zamknęła się w kilku rozmytych odczuciach chłodu, zapachów i lęku, a teraźniejszość rozciągnęła się na dni, tygodnie i miesiące cichego czekania, w którym każdy dźwięk i każdy krok za drzwiami brzmi jak pytanie bez odpowiedzi.

Znaleziono ją wtedy, gdy była maleńka, niemal bezwładna, taka, którą łatwo przeoczyć, pomylić z cieniem albo starą szmatką porzuconą przy drodze. Siedziała w kartonie obok targowiska, gdzie życie tętniło, gdzie ludzie się spieszyli, targowali, śmiali się, liczyli pieniądze, wybierali kolację i plany na jutro, przechodzili obok, nie zatrzymując spojrzenia, bo świat potrafi być jednocześnie głośny i obojętny. Nikt się nie zatrzymał. Nikt się nie pochylił. Nikt nie zapytał, jak ma na imię. Jakby jej istnienie nie wymagało potwierdzenia, jakby mała żywa dusza mogła rozpłynąć się między krokami i straganami, nie zostawiając po sobie śladu.

A ona była. Z maleńkim sercem, które drżało przy każdym ruchu w pobliżu, z ciałem reagującym na chłód i obce zapachy, z oczami zbyt dużymi i zbyt czystymi, by rozumieć, dlaczego świat po prostu przechodzi obok. W tych oczach nie było wyrzutu ani prośby, była tylko zagubiona uważność, jakby próbowała zrozumieć zasadę, według której jednych się zauważa, a innych nie.

W schronisku nadano jej imię — Filifionka. Było w nim coś miękkiego, trochę smutnego, jakby powstało samo, bez wysiłku, bo idealnie oddawało jej naturę. Nie było w niej kaprysu ani nachalnej potrzeby zwracania na siebie uwagi, nie było głośnej radości, której często oczekuje się od szczeniaka. Mieszkał w niej cichy, głęboki smutek — nie pokazowy i nie żałosny, lecz spokojny, dojrzały, taki, który pojawia się, gdy zbyt wcześnie rozumie się, że los nie będzie prosty. Zbyt krucha. Zbyt kędzierzawa. Zbyt wrażliwa. A takim w tym świecie zawsze jest trudniej.

A jednak przetrwała. Ogrzano ją, podleczono, nauczono ufać temu, że miska może napełniać się codziennie, że za drzwiami jest nie tylko chłód, ale i światło. Z czasem stała się trochę silniejsza, pewniejsza na łapkach, uważniejsza na to, co dzieje się wokół, ale nawet gdy ciało nabrało mocy, w środku pozostała ostrożna, jakby wszystko, co dobre, należało sprawdzać cierpliwie. W pomieszczeniu, gdzie szczenięta biegały, piszczały, bawiły się i uczyły radości bez lęku, Filifionka częściej siedziała z boku, obserwując, nie dlatego, że jej to nie interesowało, ale dlatego, że zbyt dobrze pamiętała, jak boli, gdy robi się krok w stronę drugiego i zostaje się bez odpowiedzi.

Przez te dwa lata miała siedem prób znalezienia domu. Siedem razy ludzie się zatrzymywali, przyglądali jej się, brali na ręce, mówili ciepłe słowa, obiecywali, że się zastanowią, wyobrażali sobie, jak będzie wyglądać u nich w domu. Raz nawet ją zabrano i wtedy w schronisku cicho liczono na to, że może tym razem się uda, że ta cicha suczka wreszcie trafi tam, gdzie nie trzeba czekać. Ale po kilku dniach wróciła, a wypowiedziane słowa nie były pełne złości, tylko ostateczności — że jest zbyt lękliwa, zbyt cicha, że nie spełniła oczekiwań, jakby nie chodziło o żywą istotę, lecz o rzecz, która nie pasowała do wyobrażeń.

Od tamtej pory rzadko podchodzi pierwsza. Nie chowa się i nie ucieka, ale wybiera patrzeć. Jej spojrzenie nie jest ani nadzieją, ani rozpaczą. Mieszka w nim pytanie — ciche i uparte, które zdaje się zadawać światu wciąż od nowa.

— Co jest ze mną nie tak?

To pytanie nie pada na głos, ale jest obecne w każdym jej ruchu, w tym, jak zamiera, gdy obok pojawia się obcy człowiek, w tym, jak lekko opuszcza głowę, gdy czyjś wzrok zatrzymuje się na niej dłużej. I nikt nie wie, jak na nie odpowiedzieć, bo prawda jest niewygodna i jednocześnie bardzo prosta. Z nią wszystko jest w porządku. To z nami bywa nie tak — z tymi, którzy szukają wygody, zgodności z oczekiwaniami, wyrazistości, nie chcąc zajrzeć w ciszę. Z tymi, którzy wybierają po cechach, nie dostrzegając głębi, którzy przechodzą obok, nie rozumiejąc, jak wiele potrafi powiedzieć jedno spokojne spojrzenie.

W schronisku dni są do siebie podobne, ale Filifionka rozróżnia je po drobiazgach: po krokach wolontariuszy, po zapachu czystego koca, po tym, jak słońce pada na podłogę o określonej porze. Siedzi w swoim kącie, obok stoi miska z wodą, starannie złożony koc, i wszystko wygląda spokojnie i poprawnie, jeśli nie wiedzieć, że pod tą zewnętrzną uporządkowaną codziennością kryje się czekanie bez terminu. Ona nie prosi i nie wymaga, po prostu tu jest, zachowując w sobie tę ciszę, która może wydawać się pustką, jeśli nie spróbować jej usłyszeć.

Czasem ktoś zatrzymuje się obok na chwilę dłużej i wtedy ona podnosi wzrok, nie wykonując zbędnych ruchów, jakby bała się spłoszyć moment. W takich sekundach wydaje się, że cały jej świat kurczy się do przestrzeni między spojrzeniem a odpowiedzią i w tej przestrzeni może zmieścić się wszystko — i nowe życie, i kolejne rozczarowanie. Nie wie, czym zakończy się ta chwila, ale czeka dalej, bo czekanie stało się jej sposobem istnienia.

Filifionka nie marzy głośno. Jej marzenia nie przypominają kolorowych obrazków, gdzie wszystko jest łatwe i bezchmurne. W jej wyobrażeniu dom to nie idealne miejsce, lecz stan, w którym nie trzeba się oglądać, zamierać przy każdym ruchu ani bać się, że ciepło nagle zniknie. Dom to cisza, która nie straszy, lecz uspokaja, to spojrzenie, które spotyka odpowiedź nie z grzeczności, ale dlatego, że ktoś naprawdę chce zobaczyć.

Ona wciąż czeka. Dzień po dniu, pora roku po porze roku, nie tracąc siebie do końca, nie zamieniając się w obojętność, nie zamykając się całkowicie. W jej czekaniu nie ma żądań ani urazy, jest tylko spokojna wiara, że gdzieś istnieje człowiek, dla którego cisza nie będzie wadą, dla którego głębia nie stanie się problemem, dla którego jedno ciche spojrzenie okaże się ważniejsze niż setki głośnych gestów.

A jeśli pewnego dnia ten człowiek się zatrzyma, nie z litości ani z ciekawości, lecz dlatego, że poczuje, iż przed nim nie stoi po prostu pies, ale cały świat, który długo czekał, wtedy w tej historii wreszcie pojawi się ciąg dalszy, w którym nie trzeba już zadawać pytań, bo odpowiedź stanie się oczywista bez słów.

Оцените статью
Добавить комментарии

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!: